Czy kultura się opłaca

Pomóżcie wytłumaczyć tym, którzy nie rozumieją- jeśli macie dane, które warto zwizualizować i dołączyć do powyższej infografiki podzielcie się nimi. Postaramy się je pokazać!
  1. Olga
    Maj 15th, 2010 at 12:44 | #1

    Szanowni Państwo!
    Ja się do końca na coś takiego nie zgadzam, bo to powinno być dobrowolne niż narzucone odgórnie.
    Poza tym jeśli już to powinny być większe możliwości korzystania z dóbr kultury- tzn, znacznie tańsze bilety. Nie każdego stać ,by pójść do np. teatru.

  2. Anna
    Maj 18th, 2010 at 08:52 | #2

    Drga Pani, byłoby każdego stać, gdyby teatry otrzymywały dofinansowanie, dzięki któremu mogłyby obniżyć ceny biletów. Większe nakłady na kulturę równają się powszechniejszemu do niej dostępowi, a co za tym idzie uczestnictwu i jej kształtowaniu.
    Ponadto wierzę mocno, że zwrócenie uwagi na kwestie związane z kulturą i sztuką wpłyną na jakość naszej, jakże zohydzonej, przestrzeni publicznej. Wiadomo, że interesuje się ten, kto płaci.

  3. Jowita
    Maj 19th, 2010 at 19:19 | #3

    Kochana Aniu, poczytaj trochę, popytaj, i nie pisz bzdur w stylu „gdyby teatry otrzymywały dofinansowanie”…
    Teatry to instytucje kultury, a ich bieżąca działalność jest finansowana ze środków publicznych czyli z naszych pieniędzy, a mimo to za bilety trzeba płacić, jak za przysłowiowe „zboże”. Większość teatrów obojętnie ile będzie otrzymywać to zawsze będzie narzekać – taka mentalność… Po prostu wygodniej wyciągać rękę po jeszcze i myśleć o przyjemnościach niż popracować tak, by poza własnym czubkiem nosa ujrzeć widza…
    Jest całe mnóstwo krajów gdzie środowisko kultury nie jest tak rozpieszczane jak u nas, a osiąga coraz lepsze efekty. Na kulturze też da się zarabiać, bo gdyby nie to Hollywood już dawno powinno było zniknąć…

  4. Maj 31st, 2010 at 13:10 | #4

    Znam temat kultury od drugiej strony i powiem szczerze drugiej takiej bandy darmozjadów to ze świecą szukać: pracownicy muzeów przewalają nasze pieniądze na konferencjach za granicą, teatry mają strukturę zarządzania żywcem wyniesioną z komuny, a co za tym idzie zero znajomości rachunku zysku i strat. Mnóstwo dziwnych nic nie robiących pierdzi stołków w różnych dziwnych urzędach. Najlepszy przykład kultury: ilość zatrudnionych w TVP i w innych stacjach komercyjnych. Chcecie jeszcze dostać więcej kasy? Pokażcie że potraficie oszczędzać to co już dostajecie darmozjady jedne!!!

  5. Michał Kowalski
    Czerwiec 9th, 2010 at 19:59 | #5

    Myślę, że warto zdefiniować pojęcia, żeby uniknąć nieporozumień i czczej wymiany raczej obraźliwych epitetów. „1%” to nie datek na darmozjadów, bo darmozjady nie wytwarzają PKB, a sektor kultury tak, ale raczej ma to być widoczny znak, że parlament, który zatwierdza budżet tworzony przez rząd (reprezentujący większość parlamentarną), dostrzegł kluczową, CYWILIZACYJNĄ WAGĘ KULTURY.

    Państwo redystrybuuje otrzymaną z różnych danin kwotę, przydzielając ją mniej lub bardziej arbitralnie na różne cele. Trudno teraz dyskutować z faktem przeznaczania środków na obronność czy KRUS, można jednak pytać, czy zwiększenie wydatków na kulturę o 0,63% w zeszłorocznym budżecie byłoby tragiczne w skutkach dla gospodarki. Dużo trudniejsza wydaje się odpowiedź na pytanie, czy nie przyznanie tych pieniędzy na kulturę jest dla niej tragiczne. Z pozoru wszystko działa, wypracowane status quo funkcjonuje. Badania makroekonomiczne jednak alarmują -przy wielokrotnie (w punktach procentowych i nominalnie) większych nakładach na kulturę w krajach UE podobnej wielkości, szybujemy w dół, nawet nie zdając sobie do końca z tego sprawy. W tym i następnych latach kilka miast będzie ratować walka o tytuł ESK, ale to wciąż punkt widzenia ograniczony do dużych aglomeracji. W średnich i małych miastach, nie wspominając o wsi, pomóc mogą tylko centralne środki budżetowe.

    Zarządzanie środkami na kulturę jest tematem odrębnym i niewątpliwie wymaga również dyskusji i zmian w prawie. Polecam lekturę dostępnego w internecie „Projektu założeń projektu ustawy o zmianie ustawy o organizowaniu i prowadzeniu działalności kulturalnej oraz niektórych innych ustaw”. To właśnie propozycje zmian w najbardziej krytykowanym obszarze kultury, tej statutowo upaństwowionej. Sam tytuł wskazuje, że do konkretów jeszcze daleka droga, ale już coś się dzieje, a to daje nadzieję.

    Na koniec chciałbym zwrócić uwagę jednemu z uczestników dyskusji, że w każdej firmie i w każdej instytucji, jak i w każdej rodzinie zdarzają się darmozjady. I nie oznacza to, że Sprawiedliwość odbiera im środki do życia i szansę na zmianę. A kultura w Polsce w wielu miejscach już umarła z głodu.

  6. Czerwiec 11th, 2010 at 23:31 | #6

    Państwo redystrybuuje otrzymaną z różnych danin kwotę, przydzielając ją mniej lub bardziej arbitralnie na różne cele. Trudno teraz dyskutować z faktem przeznaczania środków na obronność czy KRUS, można jednak pytać, czy zwiększenie wydatków na kulturę o 0,63% w zeszłorocznym budżecie byłoby tragiczne w skutkach dla gospodarki. Dużo trudniejsza wydaje się odpowiedź na pytanie, czy nie przyznanie tych pieniędzy na kulturę jest dla niej tragiczne. Z pozoru wszystko działa, wypracowane status quo funkcjonuje. Badania makroekonomiczne jednak alarmują -przy wielokrotnie (w punktach procentowych i nominalnie) większych nakładach na kulturę w krajach UE podobnej wielkości, szybujemy w dół, nawet nie zdając sobie do końca z tego sprawy. W tym i następnych latach kilka miast będzie ratować walka o tytuł ESK, ale to wciąż punkt widzenia ograniczony do dużych aglomeracji. W średnich i małych miastach, nie wspominając o wsi, pomóc mogą tylko centralne środki budżetowe.
    +1

  7. Czerwiec 29th, 2010 at 10:20 | #7

    Zmieniajcie mentalność polityków, spotykajcie się z nimi, czatujcie w necie…Jak Niesiołowski ma zrozumieć wagę kultury jak sam zachowuje się jak ostatni cham plując nienawiścią!!!!

  8. Lipiec 17th, 2010 at 17:26 | #8

    Państwo redystrybuuje otrzymaną z różnych danin kwotę, przydzielając ją mniej lub bardziej arbitralnie na różne cele. Trudno teraz dyskutować z faktem przeznaczania środków na obronność czy KRUS, można jednak pytać, czy zwiększenie wydatków na kulturę o 0,63% w zeszłorocznym budżecie byłoby tragiczne w skutkach dla gospodarki. Dużo trudniejsza wydaje się odpowiedź na pytanie, czy nie przyznanie tych pieniędzy na kulturę jest dla niej tragiczne. Z pozoru wszystko działa, wypracowane status quo funkcjonuje. Badania makroekonomiczne jednak alarmują -przy wielokrotnie (w punktach procentowych i nominalnie) większych nakładach na kulturę w krajach UE podobnej wielkości, szybujemy w dół, nawet nie zdając sobie do końca z tego sprawy. W tym i następnych latach kilka miast będzie ratować walka o tytuł ESK, ale to wciąż punkt widzenia ograniczony do dużych aglomeracji. W średnich i małych miastach, nie wspominając o wsi, pomóc mogą tylko centralne środki budżetowe.+1
    +1

  9. Lidia
    Wrzesień 28th, 2010 at 15:49 | #9

    Ja tylko chce powiedzieć że od 4 lat dzieci w młodzieżowym Domu Kultury( w którym bardzo kreatywnie spędziłam 6 lat a teraz jestem studentką akademii sztuk pięknych)nie mają w nawet gliny do rzeźbienia.Nasze władze odcięły część środków.To co zostaje to pensja dla nauczycieli tam pracujących.ZOBACZYCIE WSZYSCY ODCZUJEMY SKUTKI JAK WAM BĘDĄ DZIECIAKI W AUTOBUSIE PLUŁY POD NOGI TO SIĘ PRZEKONACIE PO CO JEST EDUKACJA I KULTURA.DLA MNIE OSOBIŚCIE TO JEST PORAŻKA.

  10. Październik 11th, 2010 at 11:54 | #10

    Sfera kultury zawiadywana przez administrację samorządową na najniższych szczeblach organizacyjnych, podporządkowana jest doraźnym celom politycznym sprawujących władzę i ich lokalnym koteriom. Działania te nakłaniają ośrodki kultury, poprzez odpowiednio kształtowane środki do zachowań skierowanych jedynie na wegetację i przetrwanie kolejnej kadencji. W większości zachowań, nikt z administratorów kultury nie podejmuje pełnych badań nad stanem zjawisk towarzyszącym kulturze, nad rzeczywistym poziomem edukacji kulturalnej, poziomu potrzeb w tym zakresie. Nikt też wobec braku opracowań próbujących opisać tę sferę aktywności nie podejmuje refleksji nad stanem kultury w lokalnych społecznościach regionu. Dlatego spróbuję odnieść się do niektórych zjawisk towarzyszących funkcjonowaniu dziedziny kultury samorządowej znanych mi z autopsji i dziejących się na rubieżach województwa.
    Naturalne kontakty urzędników samorządowych z poszczególnymi mieszkańcami, czy grupami mieszkańców nie istnieją ze względu na przedmiotowy sposób traktowania samych mieszkańców. Jeśli obywatele organizują się wypowiadając równocześnie własne opinie, rządzący zamiast cieszyć się, są zatrwożeni ich aktywnością, uznając ten fakt za potencjalne zagrożenie dla „władzy”. W tej sytuacji występuje w większości przypadków inercja a jedynym ośrodkiem aktywności kulturalnej przeciętnego obywatela na tzw. ”prowincji” jest „oglądactwo telewizyjne”.
    Nie rozwinięto, pomimo wcześniejszych zapewnień i zapisów w materiałach programowych, systemowych rozwiązań wspierających edukację kulturalną w małych środowiskach lokalnych społeczności. Edukacja kulturalna w praktyce była skierowana jedynie na edukację regionalną i niedookreślone pojęcie folkloru. Dla przejrzystości dokonań w tym obszarze aktywności kulturalnej należałoby dokonać weryfikacji znaczenia pojęć utworzonych przeszło wiek temu: folklor czy sztuka ludowa. Wiąże się z tym również problem ich tworzenia i finansowania. Wiele z tych określeń nie znajduje potwierdzenia we współczesności. Zespoły regionalne powielając formy i treści z minionych okresów, tworzą zjawisko teatralizacji zachowań, w dalszym ciągu stanowią we wsiach i małych miastach element promocji i politycznej identyfikacji współcześnie sprawujących władzę wójtów czy burmistrzów. Każdy z lokalnych przywódców pragnie „mieć” swoje małe „Mazowsze”. Grupy te są żywym tłem dla wielu politycznych wystąpień lokalnych samorządów eliminując z działań społeczno – kulturalnych inne formy rzeczywistej aktywności kulturalnej. Lokalny samorząd w realizacji „działalności kulturalnej” opiera się w większości przypadków na własnych, często prywatnych doświadczeniach uczestnictwa w kulturze przejętych w ramach poprzedniego systemu.. Poczynając od rozwiązań zawartych w ówczesnych Klubach Prasy i Książki RUCH aż na strażackiej aktywności kulturalnej w lokalnych strażnicach, kończąc. Doświadczenia wyniesione z zaprzeszłych czasów są trwałym odniesieniem wzorcotwórczym dla prowincjonalnych, samorządowych kreatorów kultury. Wyobrażenia radnych ukształtowane na podstawie zaprzeszłych wzorców skutecznie blokują propozycje organizacji współczesnego życia społeczno – kulturalnego kreowanego przez profesjonalnych animatorów kultury. Wyobrażenia te nie podlegają jakimkolwiek modyfikacjom wobec dość powszechnych postaw wójtów, starostów, burmistrzów jak i radnych przekonanych o swej nieomylności – z chwilą ich wyboru. Przeważają doroczne, lokalne święta poszczególnych miast czy gmin w czasie których zarządzają na scenie wójtowie czy burmistrzowie, stając się lokalnymi celebrytami tych osad, zapraszając jednorazowo „gwiazdeczki z niskich półek” pop kultury za kwotę środków pochłaniających w większości roczne nakłady budżetowe na gminną sferę kultury. Bardzo pożądanymi formami aktywności kulturalnej dla sprawujących władzę są wszelkiego rodzaju miejscowe grupy artystycznej aktywności scenicznej, wykorzystywane do „oprawy artystycznej” lokalnych imprez, akademii i świąt. W tej sytuacji stworzenie nowych rozwiązań systemowych nie wspominając o konieczności prowadzenia edukacji kulturalnej, często nie wchodzi w rachubę, gdyż to, co w poprzednim systemie funkcjonowało najgorzej, przejęto i skwapliwie zmodyfikowano, jedynie w nazewnictwie, pozostawiając całą wcześniej realizowaną zcentralizowaną strukturę. W miejsce nazwanych poprzednio Miejskich Domów Kultury czy Gminnych Ośrodków Kultury wprowadzono nazwy, w których dominuje określenia „Centrum”. Współczesna centralizacja doprowadziła do metodycznego pozbawiania dotychczasowych indywidualnych cech dzielnicowych – lokalnych środowisk społeczno – kulturalnych. Finansowanie działalności placówek odbywa się na zasadzie jednoosobowej uznaniowości zwierzchników, a funkcjonowanie grup edukacji i nieprofesjonalnych zespołów artystycznych samorządowych placówek kultury jest realizowane ze środków z Programu Przeciwdziałania Alkoholizmowi w formie cząstkowych umów zleceń i niestabilnych metod pokrywania kosztów działalności. Brak stabilizacji finansowej animatorów kultury, uznaniowy sposób zatrudniania osób w przestrzeni kultury samorządowej, obawa przed zwolnieniami w przypadku kreowania autorskich rozwiązań zatrudnionych animatorów, pomijanie konieczności edukacji kulturalnej lokalnych społeczności i lokalnych polityków samorządowych pogłębiają stan degradacji kulturalnej na prowincji. W wielu przypadkach stan taki równolegle jest następstwem degradacji ekonomicznej i społecznej lokalnych środowisk wynikających z gwałtownych przemian gospodarczych w dawnych środowiskach związanych z dużymi ośrodkami przemysłowymi. Zauważalnym jest zjawisko masowej ucieczki wykształconych i młodych mieszkańców, z prowincjonalnych miast, miasteczek i wsi do większych ośrodków miejskich, wobec stwierdzonych i zauważanych negatywnych zjawisk społeczno – ekonomicznych tychże marginalizowanych miejscowości. W grupie emigrantów mieszczą się również młodzi, wykształcenia artyści, animatorzy kultury, ludzie otwarci na rozwój społeczny i kulturowy.
    Powodem gwałtownej degradacji społeczno – kulturowej lokalnych społeczności jest pauperyzacja życia, a powszechne bezrobocie wśród ludzi młodych niesie za sobą konsekwencje degradacji zachowań kulturowych mieszkańców. Konieczność zapewniania sobie i rodzinom podstawowych warunków socjalno – bytowych sprawia, że dorośli ludzie poświęcają swój czas pracy dla zdobycia środków pozwalających na utrzymanie rodziny. Stąd pojęcie „czasu wolnego” jest obce dla wielu ludzi zarówno z różnym poziomem wykształcenia na różnym poziomie życia. Pojęcie wolnego czasu, w którym może realizować się każdy człowiek jest obce dla współcześnie żyjących mieszkańców prowincji. W większości strzępki „wolnego czasu” poświęcają na masowe spożywanie alkoholu lub bierne „ogladactwo” programów telewizyjnych.
    Funkcjonowanie sfery kultury samorządowej miast czy gmin, opiera się o wspieranie marnej z zasady oferty „profesjonalnej kultury popularnej” najczęściej realizowanej pod patronatem wójtów czy burmistrzów z ich udziałem w roli głównej. Wszelkie przejawy tworzenia warunków dla aktywności kulturalnej nieco wyższego rzędu są traktowane, jako szkodliwe i wykraczające poza minimum potrzeb wyborców. Dzięki temu stworzony został mechanizm multiplikowanej samodegradacji kulturalnej mieszkańców prowincji. Podporządkowanie działalności sfery kultury samorządowej bieżącym celom (często politycznym i uwikłanym ideologicznie) powoduje, że wszelkie niezależne inicjatywy w tym zakresie są ograniczane. Działania kulturalne z punktu widzenia sprawujących władzę organizowane są na bieżące potrzeby decydentów, bez rozwiązań długofalowych, perspektywicznych. Stąd też bierze się tymczasowość działania, brak stabilizacji kadry animatorów, którzy zastępowani są osobami przypadkowymi, spolegliwymi wobec pracodawców z tzw. lokalnych układów. Osoby te na skutek własnej niewiedzy zawodowej są łatwo sterowalne, podporządkowane nadzorującym ich pracy, układom.
    Brak profesjonalnych ośrodków kultury w małych ośrodkach, takich jak radio, telewizja, wydawnictwa, teatry galerie pozbawia odniesień w działalności społeczno – kulturalnej do profesjonalnych propozycji kultury i sztuki. Stan ten wg tzw. „lokalnych samorządowców” jest wystarczający i nie wymaga modyfikacji. W opinii lokalnych decydentów telewizja w wystarczającym zakresie zabezpiecza inne, ich zdaniem, ambitniejsze formy aktywności kulturalnej. Osobny problem związany jest z funkcjonowaniem prasy lokalnej i promocja na swoich łamach tych, często na marnym poziomie wydarzeń kulturalnych gmin i powiatów. Lokalne redakcje w obawie przed utratą wpływów finansowych od samorządowych reklamodawców unikają krytycznych ocen lokalnych wydarzeń kulturalnych.
    Przykłady współczesnej aktywności kulturalnej ludzi to uczestnictwo w lokalnych prezentacjach w ramach poszczególnych świąt gmin. Gotowość instytucji kultury do świadczeń na rzecz lokalnego społeczeństwa winna być podstawą założeń programowych placówki – instytucji. Podstawową przeszkodą pogłębiającą degradację systemu komunikacji jest apatia społeczna samych mieszkańców. Świadomość społeczna w sferze kultury jest w obszarze całkowitej niewiedzy. Lokalna władza samorządowa jest zobowiązana do współpracy, do współdziałania z ludźmi kultury w zakresie przemian kulturowych by komplementarnie odpowiedzieć sobie na pytania: „Jak być w tym państwie, jak być z tym państwem?”
    Niepokojącym dla „głuchej prowincji”, zjawiskiem występującym jakby na drugim krańcu „obszaru kultury” w Polsce jest aktywność jedynie centralnych instytucji i organizacji kultury, o czym świadczy ton wypowiedzi na obecnym Kongresie. Wszystko to, co nazywamy społeczeństwem obywatelskim w lokalnych społecznościach w wielu przypadkach nie wykazuje oznak życia, a wszelkie pojedyncze obywatelskie próby artykułowania własnych poglądów w tym obszarze traktowane są jak przejaw arogancji i agresji skierowanej przeciwko sprawującym władzę. Możemy również odnaleźć przykłady sterowanej przez władzę lokalnej aktywności. Brak zobiektywizowanej profesjonalnie wiedzy jest przyczyną wielu nietrafnych bądź połowicznie określających stan kultury – decyzji.
    Moim zdaniem, jedną z przyczyn tej sytuacji jest fakt niewielkiej aktywności organizacji pozarządowych funkcjonujących w sferze kultury w zakresie kształtowania aktywnych postaw obywatelskich. Organizacje te żyjące „na garnuszku” budżetów lokalnych samorządów poprzez organizowane konkursy grantowe na zadania kultury określone przez gminy, nie próbują nawet zabierać w tym zakresie głosu, nie chcą być pozbawionymi, w kolejnych konkursach, środków z organizowanych konkursów. Aktualne przepisy opisujące zasady wspierania finansowego organizacji pozarządowych przez przedsiębiorców nie dają szans rozwoju stowarzyszeń i fundacji (poza wyjątkiem działań charytatywnych). Przykładem, którego osobiście doświadczyłem było rozpowszechnianie w czasie wizyt duszpasterskich miejscowego proboszcza, informacji o zagrożeniu dla dzieci mieszkańców naszego środowiska ze strony „sekty”, jaka ukryła się w działaniach placówki w postaci stowarzyszenia kulturalnego.
    Należy diametralnie zmienić sposób myślenia o kulturze. Kultura winna być postrzegana, jako element budowy kapitału społecznego w Polsce. Ludzie, którzy przekonują się o potrzebie kultury dla budowania przestrzeni społecznej są w totalnej mniejszości.
    Kultura niższa funkcjonująca w społeczeństwie polskim przybiera formy zatrważające. Upijanie się ludzi na potęgę, aby zapomnieć o tym, w jakich warunkach żyją to niemal lokalna reguła. Dominują w społeczeństwie wódka, mecze i tabloidy. W tych zachowaniach ludzie próbują odpowiedzieć sobie jak po dniówce zapomnieć o życiu? Jak można dookreślić jakość życia duchowego społeczeństwa? W tej sytuacji dla normalizacji funkcjonowania systemu społecznego potrzebna jest kultura krytyczna wobec społeczeństwa i państwa, która służy naprawie zarówno społeczeństwa jak i państwa.
    W życiu codziennym zanikły rozmowy bezinteresowne między Polakami. Współcześnie, jeśli nie mamy interesu, nie warto ze sobą rozmawiać. Pomimo wielu niesprzyjających warunków ekonomicznych, społecznych czy politycznych, wyższe formy kultury to margines, który współcześnie nie może nie istnieć. Współcześnie narastają konflikty pomiędzy samorządami a twórcami. Przyczyną tegoż zjawiska jest zasadnicza różnica w postrzeganiu roli kultury w życiu mieszkańca. Samorządy, motywowane koniecznościami politycznymi, jakby po drodze gubią cel własnego funkcjonowania, którym jest zwykły człowiek. Puste galerie nie czytane książki to realia współczesności. Nie jest to jednak wina samych twórców jak i społeczeństwa. Wina zawiera się pomiędzy tymi dwoma biegunami intelektualnej rzeczywistości. Jest nią brak dialogu wyrażający się w negacji konieczności edukacji kulturalnej społeczeństwa.
    Następuje degradacja demokratycznych zasad ustrojowych. Mniejszość intelektualna może żyć jedynie z łaski podatników. Istnieją również pozorne ruchy polityczne zmierzające do utrwalenia w świadomości społeczeństwa przekonania o własnym awansie kulturowym. Wprowadzona w system edukacji społeczeństwa, powszechna matura nie zmieniła niczego, gdyż był to jedynie gest polityczny i nieprzemyślany element modelu powszechnej edukacji. Musimy zdawać sobie sprawę, że pomimo wielu optymistycznych sprawozdań kreowanych przez administrację samorządową, czytanie jest sztuką mniejszości. Wbrew kreatorom ideałów demokratycznych, w których najważniejszy staje się „głos większości” mniejszość intelektualna winna istnieć bez potrzeby udowadniania potrzeby swego istnienia. Przypomnę, co pisał o demokracji Fryderyk Schiller, w swoim dramacie” Dymitr”:
    „Cóż to jest większość? Większość to głupota. Rozum był zawsze w mniejszości!”
    Wsparcie mniejszości intelektualnej (jeśli nie rozumiemy, jako radni – nie przeszkadzajmy) jest intelektualną, ale i polityczną koniecznością. W ramach swojego posłannictwa społecznego, to ludzie kultury uświadamiają smutne, często skrzętnie ukrywane fakty określające stan degradacji kulturowej społeczeństwa. Dla ilustracji tej tezy chciałbym zadać jedno, dość prozaiczne pytanie:, Kto z lokalnych polityków czyta książki? Przed laty, niemal zaszczytem było przyznanie się do unikania kontaktów z jakąkolwiek książką. Ówczesny prezydent naszego kraju, Lech Wałęsa wręcz ostentacyjnie wyznawał, że nie przeczytał ani jednej książki. Pomimo, że od tego czasu został autorem kilku własnych książek, nic to nie zmieniło w ocenie aktywności kulturalnej tego człowieka.
    Kultura samorządowa miast, gmin i powiatów uwikłana w lokalne układy i uzależnienia pozostaje również w obszarze sklerykalizowanych elit, ograniczających obszary aktywności kulturalnej lokalnych ośrodków samorządowej kultury.
    Brak przemyślanych wieloletnich programów rozwoju kultury jest wynikiem promowania założonych działań określających poziom działań kulturalnych w lokalnym samorządzie, jako konieczność świadczenia bezpłatnych usług kulturalnych na poziomie kultury popularnej i rozrywki. Stąd i na te cele kierowane jest większość środków samorządowych. Spotykałem się w wielu wypowiedziach „dominatorów samorządowych”, że tylko taki model kultury samorządowej jest możliwy do realizowania. Ich zdaniem, chętni do uczestniczenia w projektach kultury wyższej winni sobie sami pokrywać koszty uczestnictwa w imprezach kultury wysokiej dojeżdżając do dużych ośrodków kultury. Nisko wynagradzani animatorzy kultury, młodzież czy osoby o niskim poziomie dochodów pozbawiani są możliwości równomiernego rozwoju intelektualnego. W ten sposób w sposób świadomy, a często przemyślany ogranicza się możliwości rozwojowe wielu mieszkańców małych miast czy wiosek, ze względu na koszty przejazdu i biletów wstępu. Dodatkowych czynnikiem negatywnie wpływającym na absencję w ofertach „kultury wysokiej” przez mieszkańców środowisk prowincjonalnych jest brak motywacji intelektualnej dla tego typu aktywności społecznej.
    Elementy doskonalenia i wymiany doświadczeń kadry animatorów ogranicza się wyłącznie do osób kierujących (zawiadujących) tą sferą. Spotkania z animatorami samorządowej kultury, nawet w przypadkach kontaktów tzw. miast zaprzyjaźnionych odbywa się z udziałem zarządzających admistratorów bądź do kontaktów wybrańców losu – radnych. Wystarcza być biernym, miernym i wiernym.
    Kolejnym ogniwem, dość zasadniczym dla współczesnego obrazu kultury na prowincji, jest fatalny stan edukacji kulturalnej prowadzonej (nie prowadzonej) w systemie szkół podstawowych, gimnazjów i liceów. Położony w procesie edukacji nacisk na przyswajanie olbrzymich ilości informacji, ogranicza umiejętności młodego człowieka w kształtowaniu samodzielności intelektualnej, w umiejętnym poszukiwaniu wiedzy, w kreowaniu własnej osobowości. Ambitni, młodzi mieszkańcy z prowincji czynią wszystko, aby za wszelką cenę kontynuować edukację na studiach z zamiarem porzucenia dotychczasowego miejsca zamieszkania. Nikt z tych młodych ludzi nie chce być „Judymem kultury” w sytuacji fatalnych warunków finansowych, wszechogarniających ograniczeń politycznych i materialnych w ewentualnie podejmowanej pracy w sferze kultury. W tych zakresach panują w większości układy i koneksje premiując osoby z poparciem „słusznych środowisk”, a w konkretnych działaniach dominują nauczyciele pracujący w szkołach, dodatkowo zatrudniając się na umowy – zlecenia do pracy w placówkach kultury. W ostatnim okresie zauważalnym jest odstępowanie nauczycieli od pracy w placówkach kultury prawdopodobnie z powodu wystarczających środków na życie pochodzących z rosnących wynagrodzeń za pracę w szkołach. Powoli zaczyna brakować wykwalifikowanej i emocjonalnie związanej z kulturą kadry instruktorów – animatorów kultury w małych, lokalnych środowiskach. Niskie wynagrodzenia ludzi kultury samorządowej sprawiają, że młodzi, jeśli podejmują pracę, to wyłącznie na okres przejściowy, do chwili otrzymania bardziej atrakcyjnej finansowo pracy.
    Przedmiotowe traktowania animatorów kultury, wyrażane w marnym poziomie wynagradzania na poziomie lokalnych samorządów, doprowadzają wielu ludzi do poziomu wegetacji. Nie stać animatorów kultury na kupno książek, na wyjazd do większych ośrodków kultury i uczestnictwa w propozycjach kultury wysokiej. Pozostaje wegetacja intelektualna i stopniowa degradacja kulturowa wspólnie z mieszkańcami tych społeczności.

    (Włodzimierz – Żywiec)

  11. Andrzej
    Październik 20th, 2010 at 01:18 | #11

    Obecna wysokość środków na kulturę jest wystarczająca. Trzeba tylko wreszcie pozbyć się całej rzeszy pociotków i kumoterstwa, która pożera 90% tej kwoty, czego efektem jest, że dla samych artystów, twórców i autentycznie pracujących organizatorów / administratorów tej sfery — zostaje tylko 10%.

    Dopóki cwaniaczki i chciwe nieroby nie znikną ze świata kultury, to będzie ona jechać po równi pochyłej w dół — bez względu na to, ile by się w nią pieniędzy nie wpompowało.

  12. Andrzej
    Październik 20th, 2010 at 01:21 | #12

    P.S.: ważnym czynnikiem działającym na niekorzyść twórców i artystów jest fakt, że publiczne pieniądze na kulturę są NIEDOSTĘPNE dla samych artystów i twórców. Mogą o nie występować jedynie osoby prawne… Dla artystów pozostają jedynie stypendia, które są śmiesznie niskie, rzadko przyznawane, a jeśli już, to po znajomości — np. za „puste galerie” albo jakieś przypadkowe chlapnięcia farbą czy przypadkowe dźwięki, które później nazywa się „sztuką”… To jest chore.

  13. ewa
    Październik 27th, 2010 at 11:41 | #13

    Teatr to instytucja kultury, a we Wroclawiu w Teatrze Polskim na sztuce „Lalka”i w Capitolu „Hair” ze sceny lecą wulgaryzmy. Czy to kultura? Nie popieram zwiększenia wydatków na kulturę.

  14. Marcin
    Grudzień 13th, 2010 at 13:16 | #14

    Pani Ewo, ma Pani najwyraźniej bardzo spłycone pojęcie kultury dlatego proponowałbym je znacząco pogłębić. Pani wypowiedź jest niestety smutnym dowodem tego o czym pisali zarówno Pan Andrzej jaki Pan Włodzimierz w swoim długim, ale wartym przeczytania, komentarzu. Smutnym dowodem na to, że zanika umiejętność czytania ze zrozumieniem, umiejętność czytania w ogóle, że edukacja kulturalna (kulturowa) najwyraźniej nie istnieje – okazuje się bowiem, że przeciętny obywatel nie za bardzo zdaje sobie sprawę czym jest kultura, albo inaczej, na ile sposobów można ją interpretować i jaka jest jej rola w życiu społecznym czy nawet indywidualnym, domowym. Pojęcie kultury samo w sobie jest przyczynkiem do gorącej dyskusji – w swoje wszystkie definicje ma wpisaną potrzebę dyskursu, tak przecież niezbędnego dla rozwoju. Idealnym stanem rzeczy byłoby płodzić samych ludzi wybitnych, mocno zaangażowanych w życie publiczne, wnoszących swoim doświadczeniem, wiedzą, kreatywnością nowych jakości, rozwiązań – tak się niestety nie da. W każdym bądź razie można przybliżyć się do tego wzorca poprzez ową edukację kulturalną(kulturową), która zakorzeniając się w młodym umyśle wyrastałaby później jako zdrowe, silne drzewo możliwości. Świadomości nie można zbudować ot tak – za pomocą ustawy, kilku przepisów prawnych, czy dofinansowaniem. Kultura towarzyszy człowiekowi od samego początku jego istnienia i będzie towarzyszyć do jego końca, dlatego tak niezbędne są rozwiązania systemowe, w szerokiej perspektywie, opierającej się na przemyślanej strategii a nie zbieraninie kilku fajnych pomysłów – od tego zależeć będzie jej jakość, a w prostym przełożeniu jakość komunikacji społecznej, demokracji, życia politycznego itp. Jednakże by uczynić krok w tę stronę potrzebne są owe deklaracje, pisemne, sygnowane podpisami decydentów. By jednak powstały, potrzebna jest dyskusja, dlatego proszę, bądźmy poważni i zamiast rzucać kompromitujące i prowokujące komentarze w stylu Pani Ewy, zamiast żalić się jak te pieniądze są przejadane, pomyślmy wspólnie co można zrobić by trafiały do tych ludzi, którzy powinni być ich rzeczywistymi beneficjentami.

  15. Marcin
    Marzec 4th, 2011 at 11:16 | #15

    „zamiast żalić się jak te pieniądze są przejadane, pomyślmy wspólnie co można zrobić by trafiały do tych ludzi, którzy powinni być ich rzeczywistymi beneficjentami.”

    Czyli głodne dzieci i biedne rodziny?

  1. Maj 16th, 2011 at 15:17 | #1